scenki-rodzajowe blog

    Twój nowy blog

    Ony karmi Szamana ogryzkiem od gruszki. Standartowe „cap, kłap”.
    On: kurwa, prawie jak na fermie krokodyli. Szam wymienię Cię na strusia!

    Psy dostają małpiego rozumu. Ony z nimi rozmawia.
    On: ja wam dam, nieznośne psy to do budy idą… z chińszyzną!

    I wyniki z zawodów nieznośnego, małego zbója:

    VII PBS Zbrosławice 2010
    III miejsce Spring Pole
    I miejsce wystawa (12-18 miesięcy)

    rozmowy przy siwym dymie ze świeżo poznanymi w RL jednostkami bywają czasami nader… inspirujące.

    znajomy z sieci: a bo wiesz ja skończyłem zarządzanie ale pracuję na koparkach.
    ja (z bezbrzeżnym zdumieniem): ale dlaczego?
    znajomy z sieci: a bo koparki mają tyle fajnych guziczków i człowiek się może wkręcić w to co robi.

    i rozmowa kompletnie nieprzytaczalna za to finalny (bez)sens wyszedł nam taki:
    - co robi Piotrek płynąc na krze przez ocean do Afryki?
    - wymachuje pingwinią łapką jak wiosłem.
    - a jaki dźwięk przy tym wydaje?
    - MULI MULI!

    wyniki młodego:
    II miejsce chain pulling
    III miejsce weight pulling (psy 20-25 kg)

    Znów mam być z czego dumna.

    Acz na pewno nie z siebie, jako że udało mi się po ciemku fajtnąć przez ławkę i pęknąć sobie główkę kości promieniowej.

    Wielkie brawa dla Szamana i jeszcze większe dla jego pani czyli Bogini Sierotyzmu i Ostatecznych Jełop Boskich*.

    * mocy specjalnych udzielanych przez moja osobę nie poleca się. Obejmują: wpadanie na meble, wpadanie na przeszklone drzwi, wypierdalanie się na względnie równej drodze z powodu drobnych nierownosci płytek chodnikowych, wypierdalanie się o zaciemnione ławki, uszkadzanie części ciała swoich i ewentualnych przechodniów, którzy nawineli się na trasę lotu, uszkadzanie MUSKów przydrożnych ludków.

    Przesrane.

    Zdecydowanie.


    on: nie można!
    ja: moszna?
    on: no na pewno nie tam gdzie dotykasz
    ja: trzeba by to było sprawdzić… organoleptycznie
    on: pfueee… jak organy się lepią to już nie fajne.

    ja: skub?
    on: nie skub!
    ja: ale taki mały skupik… butelek?
    on: nie
    ja: no to chociaż biskupik?
    on: no i wszystko mi przez Ciebie opadło

    ja(masując i smyrając tu i tam): masz na za dużo skóry… jak szczeniak
    on: to boczki
    ja: no właśnie na boczkach nie masz, tylko na żeberku.
    on: to w takim razie po to, żeby mi miały jak piersi rosnąć.


    Pośliznęłam się na świeżo umytych kafelkach… ofcjalna wersja zdarzenia i okrzyk, który wydobył się z mojej gardzieli brzmi „jezuślizgu!”. Tak nam się z TŻtem spodobało, że zaczęlismy knować nad kolejnymi wersjami wezwań spod znaku jezusa na różne okazje.
    - wersja pośliźnięcia się na szczynach czyli „jezusiku!”,
    - wersja pośliźnięcia się na psie „jezuszitsu!” 
    - oficjalna wersja dla ateistów „jezusmaryja!”

    Miejsce:
    montażowania
    Osoby:
    montażysta
    muzyk nr 1 jako istota zawieszona w czasoprzestrzeni
    muzyk nr 2 jako umierający ze śmiechu i notujący tekst w komórce.

    Montażysta łypiąc podejrzliwie na muzyka nr 1: nie rób ze swojego życia slow motion.

    Młody na VI Pitbullshow w Białymstoku zajął:
    I miejsce w Tug of War
    III miejsce w High Jumpie
    III miejsce na wystawie

    Jestem dumna z debiutu zbója, acz szkoda, że już swoje zdobyczne posłanko nadżarł i wymagało cerowania.

    Z cyklu: ymtelygemtne rozmowy z TŻtem via mail.

    ja: się obudziłam polamana z lekka… kochany maluszek zwinął mi się w kłębek nad ramieniem, zalegając większoscicią ciężaru na moim barku i opierając pustołeb o moją szyję. Zaczynam sie bać. Ponoć Ci „mordercy” gardła nieszczęsnym właścicielom przegryzają a on sie ewidentnie przymierza.
    On: powinnaś się bać, bo on sprawdza już czy jak otworzy paszczę w pełni to przegryzie na raz.
    ja: oplułam przez Ciebie monitor kawą.
    On: mowię ci, że taka jest prawda z tym malym potworem
    ja: znaczy sugerujesz, że on się tak wtula zawsze w człowieka, bo sprawdza czy ludzina już dojrzała do konsumpcji ?
    On: dokladnie tak, cieszę się, że zdajesz sobie z tego sprawę. Poza tym to jest swego rodzaju sugestia, że jak bedzie glodny, to któregoś razu nawet jak nie na raz się przegryzie to i tak zacznie memlić bo IEŚĆ
    ja: no tak… bo maleństwo wszak wiecznie głodne jest, a skoro nawet posłanko nadaje się do Szam-ania…
    On: owszem, dlatego powinnaś się czuć zagrożona i się bać psa wręcz panicznie!!!

    nigdy nie wiadomo kiedy Cię poliże!

    P.S: żadne z nas nigdy nie twierdziło, że jest w pełni normalne ;)



    …a później człowiek zaczyna radośnie bredzić.

    On: Maruda tego nie ukrywa- ma bardzo wysokie ciśnienie.
    Maruda: yup, mogę rurociąg otwierać.

    Rozmowa nadal krąży na tematy okołoseksowe
    On: wypychanie atrakcyjnych kobiet nie jest poniżej godności.
    Maruda: taaak? A z którego piętra?

    Wczoraj wreszczcie zebrałam się w sobie i poinformowałam rodziców, że jestem w posiadaniu drugiego psa. Tata przeszedł nad faktem do porządku dziennego, słowa od niego złego nie usłyszałam. Od mamy nasłuchałam się, że:
    - psy śmierdzą i będzie mi całe mieszkanie dwoma sierściuchami cuchnąć. Na moje, że ja swoje psy dość regularnie kąpię i jedyne co w nich cuchnie to obroża przeciwpchelna padł argument, że ona i tak wie swoje.
    - każdy jeden pies niszczy i będę mieć poobgryzane meble. Nie dało się wytłumaczyć, że to nie do końca tak.
    - jak będę chciała sprzedać mieszkanie to dostanę dużo mniejsze pieniądze, bo w Stanach każdy dom gdzie mieszkał jakiś zwierzak jest o wiele mniej warty. Ciekawe od kiedy to mieszkamy w Stanach?
    - mam już trzydzieści lat i powinnam mysleć o dziecku. Setny raz tłumaczę, że ja dzieci mieć nie zamierzam, nie czuję takiej potrzeby i nie jest mi to do szczęścia potrzebne. Dowiedziałam się, że w postaci psów zapewniam sobie substytut i powinnam się ogarnąć.
    - mam psa mordercę, ciekawe co sąsiedzi powiedzą, co będzie jak zagryzie dziecko albo jakąś babcię, że ona się dużych psów boi i teraz to już na pewno mnie nie odwiedzi.

    Ogółem i tak było lepiej niż przy Wiedźmie, bo na dzień dobry nie rzuciła słuchawką z tekstem typu jak śmiałam wziąć psa nie pytając ich o zdanie.

    Morderca w pełnej morderczej krasie

    Występują: psy, Pani Wielce Zdziwiona, ochroniarz jako tło.

    Ja idę z psami, pani rozmawia z ochroniarzem.
    Pani Wielce Zdziwona: to jest pitbull. On ma ZĘBY!

    Kurtyna z zażenowania zapomina opaść.


    • RSS